Znajdziesz nas na

Historia porodowa | Położna Jagoda Jurczyńska

Moja historia!

 

Przed porodem

Pierwsza ciąża, pierwszy poród, pierwszy dłuższy pobyt w szpitalu. Panika, strach, przerażenie … – moi ‘wierni towarzysze’ trwali ze mną dzielnie do samego końca ciąży. Bałam się okropnie, bo w ogóle nie miałam pojęcia czego się spodziewać. O porodzie wiedziałam tyle, ile naoglądałam się w zabawnych komediach romantycznych – odejście wód, parcie, parcie, parcie i mały bąbelek pojawia się na świecie. W rzeczywistości wygląda to jednak nieco inaczej.

Mój poród był indukowany ze względu na cukrzycę ciążową. Jako że córa nie spieszyła się na ten świat,do szpitala zgłosiłam się sama -dzień przed planowanym terminem porodu. Wybrałam szpital Rydygiera w Krakowie, z którego koniec końców byłam bardzo zadowolona. Cały proces wywoływania porodu rozpoczął się już wieczorem od założenia balonika. Na szczęście nie było to nic strasznego. Odczuwałam jedynie lekki dyskomfort. Całą noc spędziłam podpięta pod KTG. Mimo dobrych rad położnych – oka nie zmrużyłam, bo wiedziałam, że z samego rana mam być przewieziona na porodówkę. Głupia ja.. w tamtym momencie niecałkiem zdawałam sobie sprawę, że to ostatna noc kiedy mogę się porządnie wyspać! Nie bierzcie ze mnie przykładu. Korzystajcie ze snu póki jest Wam dane! Nad ranem szybciutki prysznic (ciągle w towarzystwie balonika) i siup.. tak oto wylądowałam na sali porodowej.

Na sali porodowej

Na tym etapie mojej historii wkracza do akcji najcudowniejsza położna na świecie – Jagoda <3. Nasze pierwsze wspólne chwile spędziłyśmy podczas wykonywania lewatywy. Perspektywa rurki w odbycie nie była dla mnie zbyt przyjemną wizją, ale na szczęście cały ‘zabieg’ trwał dosłownie kilka sekund i był kompletnie bezbolesny.  Serio.. polecam każdej z Was! Zafundujecie sobie duży komfort – szczególnie jeżeli zdecydowałyście się na poród rodzinny (tak jak ja). Kolejną osobą, która pojawiła się na sali był właśnie mój mąż. Na sam jego widok odczułam dużą ulgę i część stresu wyparowała. Podłączono mnie pod kroplówkę z oksytocyną i nie pozostawało mi nic innego jak tylko czekać, czekać, czekać..

Podczas rutynowego badania balonik praktycznie sam wypadł, co sugerowało że wreszcie pojawiło się chociaż to 2 cm rozwarcia. Skurcze zaczęły się koło południa. Początkowo leciutkie, tak że nie byłam pewna czy faktycznie coś  się zaczęło czy tylko mi się wydaje. Moje wahanie nie potrwało jednak długo. Skurcze szybko stały się silniejsze i wtedy zaczęłam korzystać ze złotych rad mojej Położnej. Obracałam się na boczki,spacerowałam po sali ,aż wreszcie wylądowałam na piłce. Ojej.. ale ona była cudowna! W moim przypadku bolały krzyże, także skakanie przynosiło sporą ulgę! Gdzieś w między czasie pojawiła się lekarka,która podczas badania przebiła wody płodowe. Wywołałam małą powódź. Dopiero wtedy dotało do mnie, że moje dziecko pływało sobie przez 9 miesięcy w bardzo pojemnym baseniku i w dodatku z podgrzewaną wodą.

Po odejściu wód

Po odejściu wód skurcze stawały się  coraz silniejsze .Wróciłam na łóżko i dostałam do wdychania gaz. Właściwie szkoda że nie zadziałał rozweselająco – mąż miałby niezły ubaw. W moim przypadku gaz wiele nie pomógł, jednak warto próbować różnych rozwiązań! I tutaj dochodzimy do punktu kulminacyjnego mojego porodu, ponieważ wtedy właśnie zdecydowałam się na znieczulenie zewnątrzoponowe. Była to jedna z lepszych decyzji w moim życiu! Sam proces znieczulenia okazał się praktycznie bezbolesny, a później ….Boże! Cały ból zniknął jak ręką odjął. Miałam jakieś 45 minut pełnego relaksu.

Kiedy znieczulenie zeszło okazało się, że czeka już na mnie pełne rozwarcie i zaczęły się bóle parte. Ten etap porodu był już dla mnie super. Większość czasu spędziłam na łóżku w pozycji „na czworaka”. Właśnie wtedy zdałam sobie sprawę,że mój mąż minął się z powołaniem! Dzielnie wczuł się w rolę masażysty i masował moje obolałe plecki a ja w tym czasie próbowałam wydać na świat dzieciaczka. Prąc czułam wręcz ulgę . Do pozycji ‘na plecy’ wróciłam chyba na ostatnie 5 minut, żeby Położna mogła zrobić delikatne nacięcie i przywitać na świecie moją piękną Zuzannę.

Przeczytaj także: URLOPY PRZYSŁUGUJĄCE PO URODZENIU DZIECKA – KOMPENDIUM WIEDZY W PIGUŁCE

Córka urodziła się cała i zdrowa po godzinie 17. Cały poród ( od rozpoczęcia skurczy) trwał ok. 5 godzin, a później nastał moment wielkiego szczęścia i radości. Głowa do góry dziewczyny! Poród wcale nie musi być taki straszny. Nie wyobrażam go sobie jednak bez wsparcia cudnej Jagody. Zgadzam się na kolejny poród tylko pod Jej opieką  <3 Pozdrawiam serdecznie! Paulina

Więcej takich historii znajdziesz na: położna – Kraków – Jagoda Jurczyńska

Jako formę kontaktu zapraszam na:

Jagoda Jurczyńska

www.polozna-krakow.pl

jagoda.jurczynska@gmail.com

tel. 605 468 883

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.