Dlaczego nie uczę mojego dziecka chodzić?

Przedstawiamy Wam artykuł mamy i psychologa – zastanowimy się razem, dlaczego nie warto uczyć dziecka chodzić…

 

Moja córka ma 13 miesięcy i nie chodzi samodzielnie. Wbrew zasadzie „kroczek na roczek” jeszcze nie zrobiła swojego pierwszego kroku. Nie uczę jej chodzić i cieszę się, że jej się do tego nie spieszy. Dlaczego? Jest kilka powodów.

  1. Zdrowie

Dla niedojrzałego jeszcze organizmu dziecka najzdrowsze jest osiąganie kolejnych kroków milowych w rozwoju w odpowiednim tempie, kiedy układ kostny i mięśniowy jest na to gotowy. Nie jestem fizjoterapeutą, więc nie będę wdawać się w szczegóły anatomiczne, ale prowadzanie dziecka za rączki może zaburzać rozwój prawidłowej postawy ciała i kształtować nieprawidłowy wzorzec chodzenia. Na pewno widzieliście wielokrotnie dzieci prowadzane w ten sposób i zauważyliście, że zwykle chodzą one na palcach. Spróbujcie sobie wyobrazić, jak niewygodnie byłoby Wam poruszać się w taki sposób.

  1. Rozwój.

Dla rozwoju dziecka bardzo ważny jest etap pełzania i raczkowania. To w tym czasie najbardziej stymulowane jest czucie głębokie. Naprzemienne ruchy rąk i nóg wspomagają tworzenie się połączeń pomiędzy półkulami mózgowymi. Wpływa to nie tylko na rozwój koordynacji wzrokowo-ruchowej, ale też inteligencji. Dziecko przechodząc od raczkowania, przez klęk obunóż, klęk jednonóż, wstawanie, chodzenie równoległe i prostopadłe do mebli, aż do samodzielnego chodzenia, uczy się stopniowo planować i kontrolować swoje ruchy, trzymać równowagę, asekurować się w razie upadku. Prowadząc je za rączki, częściowo odbieramy mu okazję do trenowania tych umiejętności.

3. Wygoda

Gdy raz pokażesz dziecku, że może chodzić prowadzane za rączki, prawdopodobnie ciągle będzie się tego domagać. Taka schylona pozycja nie jest wygodna dla rodzica, ani zdrowa dla jego kręgosłupa. Dziecko, które po takiej nauce zaczyna samo chodzić, wymaga asekuracji ze strony dorosłego, bo początkowo często upada. Ja nie lubię utrudniać sobie życia, więc daję swojej córce czas na to, żeby sama nauczyła się chodzić. Wtedy nie będzie się zbyt często przewracać, bo gdy się zmęczy, to po prostu przykucnie. A nawet jeśli się potknie, będzie wiedziała, jak się zaasekurować. Skąd to wiem? Bo podobnie było ze wstawaniem. Nie stawiałam jej na nogi, dopóki sama nie wstała pierwszy raz, przytrzymując się barierki w łóżeczku. Później wstawała przy różnych meblach i nie musiałam jej asekurować, bo gdy się zmęczyła lub chciała raczkować w inne miejsce, po prostu swobodnie kucała lub klękała na podłodze.

Aktualnie moje dziecko chodzi prostopadle do mebli, co jest ostatnim etapem przed samodzielnym chodzeniem. Raczkuje już 5 miesięcy, z czego jestem bardzo dumna. Teraz ze spokojem czekam na ten moment, kiedy wystartuje w świat na dwóch nogach. Pewnie będzie wtedy już na tyle zimno, że nawet moja mała Cejrowska, jak ją nazywa mój Tata, będzie musiała założyć nie tylko skarpetki, ale i buty.

 

Marta Bartkowiak – psycholog

 

www.facebook.com/TwojeRodzicielstwo

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.