Człowiek jest stworzony do noszenia

Tradycja noszenia wśród ludzi sięga 1,8 miliona lat wstecz. Człowiek tamtejszy nosił swoje potomstwo, bo nie miał innego wyjścia. Pozostawienie potomstwa w jaskini było zbyt ryzykowne, groziło bowiem zeżarciem przez dzikie zwierzęta. Ciągłego noszenia wymagał również koczowniczy tryb życia. Dzieci przywiązywane były do rodziców w zależności od klimatu, za pomocą zwierzęcych skór bądź zwojów liści i przenoszone były głównie na biodrze matki, na plecach, bądź w pozycji kołyskowej na brzuchu. Tradycje te można zaobserwować np. u dzisiejszych Indian w Gwatemali czy wśród ludności Afrykańskiej. Wózek jest wynalazkiem dopiero XVIII wieku! Z biologicznego punku widzenia człowiek jest ssakiem, a potomstwo różnych gatunków ssaków możemy podzielić na trzy duże grupy, w zależności od stopnia rozwoju w chwili narodzin:

1.    Gniazdowniki- np. królik, mysz, kot. Potomstwo przychodzi na świat ślepe, początkowo niemalże niezdolne do samodzielnego przemieszczania się , dlatego pierwszy okres swojego życia spędzają nie opuszczając gniazda. Matka opuszcza gniazdo w poszukiwaniu pożywienia. Wraca tylko na karmienie. Dlatego, gdy młode osiągną samodzielność, opuszczają gniazdo, idą „swoją drogą” i nie szukają matki.
2.    Zagniazdowniki- np. źrebięta koni, słonie i wiele innych zwierząt stadnych. Te z kolei rodzą się tak dobrze rozwinięte, że w kilka godzin po narodzinach biegają i znajdują się pod ochroną całego stada. Ich zmysły są dobrze rozwinięte, ponieważ muszą one od samego początku dorównać do tempa przemieszczania się stada. W chwili zagrożenia młode starają się trzymać możliwie najbliżej matki.
3.    Noszeniaki- np. małpy, szympansy, mrówkojady. Potomstwo tych gatunków przychodzi na świat z rozwiniętymi zmysłami, jednak ich motoryka jest na tyle niedojrzała, że uniemożliwia im nadążenie za stadem. Z tego też powodu wczepiają się łapkami w futro rodzica pozostając z nim w bliskim kontakcie, podczas gdy rodzic przemieszcza się w poszukiwaniu pożywienia (Evelin Kirkilionis, Więź daje siłę, Mamania Warszawa 2011, s. 42-43).

 

 

Człowiek zaliczany jest do grupy noszeniaków. W czasach pradawnych, gdy nasz praprzodek posiadał jeszcze futro, jego potomstwo również wczepiało się w jego sierść- dowodem na to jest odruch mocnego zaciskania pięści jak również paluszków u stóp, który możemy zaobserwować u noworodków. Gdy człowiek stracił futro musiał znaleźć inny sposób na ochronę przywiązanie potomstwa do siebie- stąd wynalazek skór.
Warto również wspomnieć, że nie można dziecka przyzwyczaić do noszenia. Ono się rodzi przyzwyczajone do noszenia! Kładąc dziecko w łóżeczku na cały dzień rozpoczynamy proces oduczania go od noszenia. Dziecko, przez całe swoje życie płodowe jest przecież noszone i kołysane. W brzuchu matki ma ono bardzo mało miejsca, stąd pozycja embrionalna jest dla niego pozycją najbardziej komfortową. Ciągle jest przy rodzicu. Słyszy odgłosy wydobywające się z „wnętrza” matki, słyszy jej bicie serca jak również dźwięki dochodzące z zewnątrz. W brzuchu matki generalnie bardzo dużo się dzieje, tam nie panuje spokój. Nic więc dziwnego, że gdy rodzice zostawiają takiego ktosia po porodzie w łóżeczku, w oddzielnym, cichym pokoju, to ono nie chce tam zostać. I zaraz jak się tylko obudzi, to płacze, nawołując matkę: „Mamo jestem sam w jaskini! Zabierz mnie stąd, bo mnie coś zaraz zje!” 😉 Ten płacz ma właśnie taki wydźwięk.

Na szczęście chusto noszenie staje się coraz bardziej popularne i wraca do łask. Jego zalety doceniło już wiele rodziców, a krąg chustonoszących rozwija się bardzo dynamicznie. Rodzice doceniają również inne zalety noszenia dzieci w chuście, wśród których można wymienić:
•    Noszenie w chuście sprzyja budowaniu wyjątkowej, bliskiej relacji rodzica z dzieckiem. Podczas noszenia, dziecko otrzymuje podobne bodźce, jakie miało w swoim życiu płodowym. „Czuje” rodzica. Dzięki temu czuje się bezpieczne i może tym samym skupić się na innych rzeczach- na poznawaniu świata. Rodzic mając dziecko w chuście częściej je dotyka, częściej do niego mówi, pokazuje mu świat.
•    Noszenie w chuście pozwala również ojcu dziecka „nadgonić” czas z noworodkiem. Nie jest tajemnicą, że w pierwszych miesiącach życia, noworodek ma silniejszą więź z matką, która go karmi, przewija i spędza z nim więcej czasu. Tata nie mający takich możliwości, może rozpocząć budować silną więź z dzieckiem podczas noszenia go w chuście.
•    Rodzic ma wolne ręce i odciążony kręgosłup. Chusta niejako zdejmuje ciężar dziecka z rodzica, rodzic może przyjąć wyprostowaną i komfortową dla siebie pozycję bez bólu pleców, na który często narzekają młodzi rodzice. Wolne ręce oznaczają możliwość zajęcia się czymś innym niż dzieckiem, mając je jednocześnie przy sobie.
•    Zalety chustonoszenia docenią rodzice, którzy lubią pozostawać mobilni i aktywni. Z dzieckiem w chuście można chodzić w terenie górskim, nad morzem, w lesie, swobodnie lawirować między (często wąskimi) sklepowymi alejkami, stawiać czoło miejskiej dżungli- wysoki krawężnikom, dziurom w chodniku, komunikacji miejskiej itp.
•    Chusta jest również pomocna w kolkach, bolesnym ząbkowaniu, różnego rodzaju infekcjach. Podczas noszenia obolały brzuszek dziecka jest stale masowany, co daje mu ukojenie. Przytulenie do rodzica jest również remedium na różnego rodzaju bolączki małego człowieka.
Do tych wszystkich wymienionych powyżej zalet dodać można również fakt, iż dzieci noszone w chuście mniej płaczą. Dlaczego? Bo rodzic będący blisko swojego dziecka, a noszenie w chuście bardzo temu sprzyja, potrafi doskonale odczytywać sygnały wysyłane przez swoje dziecko i na nie reagować. Noszenie w chuście jest sposobem, za pomocą którego mali ludzie „ładują baterie”. Ale jest jedno zagrożenie związane z noszeniem dziecka w chuście: Chustonoszenie sprzyja wielodzietności. Dziecko wyrastając z chusty wywołuje u noszącego nieodpartą potrzebę wypełnienia pustki w chuście kolejnym chuściochem (Cytat znaleziony w Internecie). 😉